Czy warto uczyć się gramatyki języka obcego? 1 komentarz


Nauczyciel polecił uczniom napisać wypracowanie na temat: „Czy należy się uczyć?”
Jasio napisał tak:
„Im więcej się człowiek uczy, tym więcej umie. Im więcej umie, tym więcej zapomina. Im więcej zapomina, tym mniej umie. Im mniej umie, tym mniej zapomina. Więc po co się uczyć?!”

Ja od swoich Jasiów słyszę podobne pytanie, jeśli chodzi o naukę gramatyki. Czy to jest pytanie, które spędza mi sen z powiek? Tak, zdarza się. Czy można na nie jednoznacznie odpowiedzieć? Nie, zdecydowanie nie. Ten temat jest dość złożony, dlatego chcę pokazać Ci, kiedy i jak warto uczyć się gramatyki języka obcego. A żeby nie walczyć z tematem w pojedynkę, poprosiłam dwójkę doświadczonych lektorów o wsparcie w tej kwestii. Zanim przejdę do moich rozważań, właśnie im oddam głos. Jak myślisz, jakie stanowisko reprezentują Diana i Marcel? Są za czy przeciw uczeniu się gramatyki?

By brzmieć profesjonalnie

Diana Korzeb z Językowego Precla przedstawia bardzo dobre argumenty za tym, że opłaca się przykładać wagę do poprawnych gramatycznie wypowiedzi:

Językowy Precel

Diana Korzeb, lektorka języka niemieckiego, autorka bloga www.jezykowyprecel.pl

Czy warto uczyć się gramatyki? Zdecydowanie! Gramatyka jest bardzo ważna, chociaż moim zdaniem nie najważniejsza. Ważne jest pokonanie bariery strachu przed mówieniem i znajomość słownictwa. W moim osobistym rankingu gramatyka jest na trzecim miejscu.

Do czego jej potrzebujemy? Jakie problemy rozwiązuje? Potrzebujemy jej, żeby precyzyjnie wyrażać swoje myśli, żeby bez problemów się dogadać. Jeśli mieszkasz zagranicą, to znajomość gramatyki sprawia, że w banku czy urzędzie jesteś postrzegana jako poważna klientka. Bardzo trudno kogoś oszukać, kiedy ta osoba Cię rozumie i potrafi jasno i wyraźnie wyrazić swoją opinię.

W nerwowej sytuacji jak stłuczka czy wizyta u lekarza znajomość gramatyki pomaga precyzyjnie przekazać najważniejsze informacje. Nie ma niedomówień, wszystko jest czarno na białym.

W pracy z klientem obcojęzycznym osoby posługujące się perfekcyjnym językiem obcym są postrzegane jako profesjonalistki. Jeśli chodzi o moją branżę, język niemiecki, jest to szczególnie ważne, bo klient niemieckojęzyczny jest bardzo wymagający.

To, o czym pisze Diana, obserwuję również we własnej praktyce – jeśli wyjeżdżamy na wakacje, błędy gramatyczne nie mają znaczenia, a luki w zdaniu uzupełniamy językiem migowym. Robi się poważniej, kiedy przenosimy się w przestrzeń profesjonalną – poprzeczka poprawności podnosi się. Nie demonizowałabym też jednak tej wizji. Na polskim rynku pracy nadal wiele osób nie zna języka angielskiego nawet w stopniu komunikatywnym – co jest swoją drogą smutne, biorąc pod uwagę, ile lat poświęcamy na naukę w szkole. Z drugiej strony taka sytuacja sprawia, że osoby, które potrafią nawiązywać kontakty biznesowe w języku obcym są bardzo cenione i wybacza im się potknięcia językowe. Niewątpliwie to podejście będzie się stopniowo zmieniać, jednak na razie można być pobłażliwym wobec swoich błędów i powoli szlifować język. Powoli, ale nieustannie, żeby nagle się nie okazało, że ze względu na brak kompetencji językowych zabrakło dla nas miejsca w międzynarodowej korporacji, a zatrudniony został ambitny pracownik zza wschodniej granicy. Podkreślam, że nie jest to wypowiedź o zabarwieniu negatywnym – po prostu obserwuję moich rosyjskojęzycznych znajomych i jestem pod wrażeniem ich odwagi i świetnych kwalifikacji, również językowych. Osoby, które do tej pory kojarzyły nam się z pracą „na zmywaku”, coraz częściej zajmują dobre stanowiska biurowe – tym bardziej, że ich znajomość rosyjskiego umożliwia kontakty biznesowe ze Wschodem. Możesz potraktować tę moją uwagę socjologiczną jako dodatkową zachętę do oglądania „Friends” w oryginale 🙂

Gramatyka rządzi

Jednym z najczęściej spotykanych argumentów przeciwko uczeniu się gramatyki jest fakt, że dzieci tego nie robią i bezproblemowo opanowują język ojczysty. To podejście nie uwzględnia jednak kilku faktów. Po pierwsze, dzieci uczą się mówić przez kilka lat, będąc codziennie wystawionymi na różne komunikaty w tym języku, zdobywając w nim wiedzę, czytając literaturę. Ile to jest godzin dziennie? Ile przeczytanych stron książek? Jako dorośli rzadko mamy okazję uczyć się w ten sposób – przez całkowite zanurzenie w języku (po angielsku nazywa się to „total immersion”). Można oczywiście wyjechać na kurs, który gwarantuje całkowite odcięcie się od języka ojczystego (w przypadku takich wyjazdów uczestnik deklaruje nawet, że przez początkowy okres nauki nie będzie się nawet kontaktował z rodziną, by nie zaburzać procesu akwizycji językowej…) i na przykład w Paryżu w przyspieszonym tempie chłonąć francuski, jednak mało kto może sobie pozwolić na takie rozwiązanie. Nie każdy byłby też pewnie w stanie znieść to psychicznie. Z drugiej strony, ucząc się języka obcego mamy już w pełni rozwinięty system poznawczy, co oznacza, że potrafimy w bardzo precyzyjny sposób pokierować naszą nauką i efektywnie wykorzystać różne techniki, by osiągnąć upragniony efekt w jak najkrótszym czasie. Właśnie dlatego te nielubiane regułki gramatyczne mogą okazać się przydatne, ponieważ służą jako skrót od punktu „nie umiem, robię błędy” do „już wiem, mówię poprawnie”.

Co o tym myśli Marcel Kucaj z bloga www.angielskaherbata.blog.pl? Przeczytajcie:

Marcel Kucaj

Marcel Kucaj, tłumacz, lektor, psycholog, autor bloga www.angielskaherbata.blog.pl

Pytanie to bazuje na micie, że człowiekowi nie jest potrzebna teoretyczna znajomość gramatyki, bo przecież niemowlęta jej nie posiadają, a perfekcyjnie przyswajają dowolny język i dźwięki. Niestety, ale osoby, które powtarzają ten mit, albo mają do sprzedania „cudowny” kurs, albo zwyczajnie nie mają pojęcia o rozwoju kompetencji językowych człowieka – jednak w żadnym z tych przypadków niewiedza nie może usprawiedliwiać wprowadzania innych w błąd. Żaden dorosły nigdy nie będzie miał powtórnej okazji, by choć w jednej setnej chłonąć język jak niemowlę, więc porównywanie sposobu, w jaki uczą się dzieci, ze sposobem, w jaki uczą się dorośli, jest bezcelowe i pozbawione stabilniejszych metodologicznych podstaw.  Gramatyka  to system danego języka; nie suche reguły, a prawa, którymi rządzą się wyrazy, zdania i wypowiedzi. Uczenie się języka bez gramatyki to jak uczenie się chodzenia bez użycia nóg. Da się? Pewnie tak, ale są skuteczniejsze sposoby nauki. Gramatyka właśnie po to jest, by ułatwiać życie uczącym się, a nie by je komplikować. Problem leży więc nie w samej gramatyce jako takiej, a w nastawieniu tych, którzy chcą iść na skróty tam, gdzie się nie da. Pomijając pewne schorzenia i zaburzenia, każdy może się nauczyć dowolnego języka obcego, ale efekty same nie przyjdą, bowiem są wypadkową czasu i praktyki. Więcej o mitach odnośnie nauki języków obcych: http://angielskaherbata.blog.pl/2016/02/11/mity-o-nauce-jezyka-obcego/

Chciałabym jeszcze raz zwrócić Twoją uwagę na to, co Marcel napisał na temat roli gramatyki w języku – GRAMATYKA RZĄDZI. Ona decyduje, w którym miejscu ma się pojawić podmiot, w którym okolicznik, a w którym orzeczenie. Jest to szczególnie widoczne w przypadku języków pozbawionych fleksji (czyli, upraszczając, końcówek – polski jest językiem fleksyjnym i dzięki temu mamy dużą dowolność, jeśli chodzi o szyk wyrazów w zdaniu. Co natomiast nastręcza wiele problemów obcokrajowcom uczącym się naszego języka – rozważam zakup takiej koszulki :)), które nazywane są językami pozycyjnymi – należą do nich angielski i niemiecki. W takim języku, jeśli już zapoznasz się z zasadami ruchu wyrazowego (żartuję, chodzi mi o reguły rządzące szykiem wyrazów),  staje się jasne i klarowne, czy kot zjadł mysz, czy mysz kota.

Jednym słowem – bez znajomości gramatyki może być tak, że ciągle od nowa będziesz się pytać o znaczenie zdania – a gdybyś znał rolę każdego miejsca w zdaniu, widziałbyś, że tutaj akurat rzeczownik zamienił się w czasownik i nie jest podmiotem, a orzeczeniem.

O gramatyce powiedzieliśmy już sporo, ale czuję, że to nie wyczerpuje tematu, w związku z czym mam dla Ciebie odpowiedzi na jeszcze dwa pytania.

Czemu w (szkolnym) systemie nauczania jest jej tak dużo?

W naszym systemie dominująca jest metoda nauczania nazywana gramatyczno-tłumaczeniową. Jak sama nazwa wskazuje, opiera się ona na nauczaniu gramatyki oraz tłumaczeniu struktur języka obcego na język polski. Pomijając fakt, że większość osób wychowanych na tej metodzie ma problemy z komunikacją ustną (co moim zdaniem nie jest związane bezpośrednio z metodą, a z różnymi aspektami nauczania), ten system ma kilka zalet.

Przede wszystkim nauka gramatyki daje poczucie bezpieczeństwa – otwierając podręcznik wiesz, co masz robić następnego dnia, możesz to dokładnie nazwać. Present Simple? Strona bierna? Wiemy, o czym mówimy. Drugi bardzo ważny aspekt to możliwość zmierzenia rezultatów. Jesteśmy przyzwyczajeni, że błąd lub jego brak jest miarą naszych sukcesów. Sam efekt komunikacyjny (czyli czy rozmówca nas zrozumiał) jest nieobiektywny (ponieważ różnimy się umiejętnością domyślania się, dopowiadania brakującej części komunikatu), więc nie nadaje się do zero-jedynkowych testów. Chociaż należy zwrócić uwagę, że w nowych maturach i egzaminach gimnazjalnych właśnie ten aspekt tekstu wysuwa się na pierwszy plan – najpierw oceniane jest, czy przekazana została wymagana treść, a dopiero w drugiej kolejności punktowana jest poprawność gramatyczna.

Czy ja uczę swoich klientów gramatyki?

Odpowiadając jednym słowem: tak, uczę. Jest jednak jedno „ale”… Przygotowując moje lekcje kieruję się naczelną zasadą, że one nie mogą być nudne. Gdybym przeładowała je gramatyką, takie właśnie by były. Z drugiej strony, jeśli ktoś używa czasu teraźniejszego, mówiąc o przeszłości, powstają poważne nieporozumienia – wtedy trzeba dorzucić do gramatycznego pieca. Nie będę tam jednak wrzucać suchych ćwiczeń, tylko poproszę klienta o ŚWIADOME stworzenie wypowiedzi w czasie przeszłym. Poza tym to wszystko zależy…

gramatyka angielskaJeśli to zależy od celu, ustalamy, na ile klient chce i potrzebuje mówić bezbłędnie, w jakim tempie chce to osiągnąć. Na wyraźne życzenie mogę przygotować więcej ćwiczeń gramatycznych, moja biblioteka jest do tego przygotowana. Zazwyczaj moje super książki stosuję jednak doraźnie, gdy widzę, że jakiś temat ewidentnie blokuje komunikację.

To zależy od poziomu – są pewne podstawowe rzeczy, które należy na początku wyjaśnić, żeby uczeń zrozumiał strukturę i główne prawa rządzące językiem. Potem przez poziom średnio-zaawansowany może nie dziać się zbyt dużo, aż do zaawansowanego, gdzie następuje szlifowanie diamentu i pewne rzeczy należy ostatecznie wyjaśnić.

To zależy też od predyspozycji – jeśli ktoś nie ma do gramatyki zbyt wielkiego talentu, nie pcham jej na siłę, tylko przemycam jak szpinak wymieszany z ziemniaczkami 😉

Na koniec, zamiast podsumowania, podsunę Ci link do jednej strony, która przykuła moją uwagę podczas przekopywania internetów w poszukiwaniu Graala, czyli odpowiedzi na nasze główne pytanie. Na większości blogów powtarzają się te same argumenty, nie poparte merytorycznymi dowodami. Jedynie na tej stronie idea, żeby olać gramatykę i uczyć się całych fraz, jest sensownie uzasadniona i może trafić do osób, które ze względu na regułki gramatyczne znielubiły język. Jeśli bardzo nie lubisz gramatyki i to właśnie z jej powodu unikasz angielskiego jak ognia, być może ta metoda przywróci Ci wiarę w… języki obce 🙂

 

To czwarty i na razie ostatni artykuł z serii tekstów pisanych we współpracy z innymi lingwistami. Razem z Dianą, Olą, Emilią, Beatą, Dagmarą i Marcelem zastanawialiśmy się jeszcze nad takim tematami:

Zapraszam do czytania, komentowania, odwiedzania innych blogów i ZADAWANIA PYTAŃ!


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Komentarz do “Czy warto uczyć się gramatyki języka obcego?